Polna 33 60-535 Poznań Pokaż na mapie
Ostatnia aktualizacja: 03-08-2017
61 841 92 24, 61 8419 225
www.gpsk.am.poznan.pl
office@gpsk.ump.edu.pl
Ordynatorzy: położnictwa – Stefan Sajdak, pododdziału porodowego Krzysztof Szymanowski (od 2015); neonatologii – Janusz Gadzinowski (od 1998); położne oddziałowe: położnictwa – Naczelna Pielęgniarka Joanna Sosnowska, pododdziału porodowego Bogumiła Pawlak(od 2007) neonatologii – Hanna Werc (od 2013).
Stopień referencyjności oddziału położniczego i neonatologicznego – III.
Szkoła Rodzenia
Szpital prowadzi płatną szkołę rodzenia. Kontakt do szkoły rodzenia:Beata Pięta, tel.: 618547227, e-mail: bpieta@gpsk.am.poznan.pl, www.gpsk.am.poznan.pl
Izba Przyjęć
Można obejrzeć oddział porodowy przed porodem tylko w grupie w ramach zajęć szkoły rodzenia.
Dokumenty wymagane przy przyjęciu do szpitala: karta ciąży, dokument tożsamości, dokument potwierdzający ubezpieczenie, skierowanie do szpitala, wypisy z poprzednich pobytów w szpitalu, zaświadczenie o uczestnictwie w zajęciach szkoły rodzenia, plan porodu
Wyniki badań wymagane przy przyjęciu do szpitala: grupa krwi i Rh z przeciwciałami odpornościowymi (oryginał), morfologia i badanie moczu z ostatnich 6 tygodni, antygen HBs - HBS Ag - badanie w kierunku WZW B - w ciąży, OWA, WR - odczyn Wassermanna - badanie w kierunku kiły posiew GBS; badanie na nosicielstwo wirusa HIV, przeciwciała anty-HC (badanie w kierunku WZW C), oraz zaświadczenia od innych lekarzy specjalistów jeśli były przeprowadzane konsultacje np. od okulisty lub kardiologa.
Plan porodu jest dołączony do dokumentacji medycznej.
Czynności wykonywane w izbie przyjęć u pacjentek przyjmowanych do porodu:
- u wszystkich pacjentek: badanie ogólne (tj. pomiar ciśnienia, tętna i temperatury, ważenie), badanie wewnętrzne, badanie USG, zaznajomienie pacjentki z prawami pacjenta
- w zależności od decyzji personelu: zbieranie wywiadu, zakładanie wenflonu, badanie KTG,
- na prośbę pacjentki: lewatywa, golenie krocza.
Warunki i wyposażenie
W oddziale porodowym jest 8 sal jednoosobowych, dostępna dla wszystkich, bez opłat. Do dyspozycji rodzących są dostępne we wszystkich salach: worki sako, piłki, prysznic, w niektórych salach stołek porodowy.
Poród
Plan porodu omawiany jest zawsze z lekarzem w sali porodowej. Zapis KTG w porodzie niskiego ryzyka prowadzony jest co 120 minut, trwa ok. 30 minut. Badania wewnętrzne wykonywane są co 180 minut, ocena kto bada zależy od sytuacji położniczej. Badanie przez lekarza i położną zazwyczaj są dobrze skoordynowane, mają gwarantować nadzór i ciągłość opieki.
Rodząca może pić w trakcie porodu wodę, nie może jeść.
Dostępne sposoby łagodzenia bólu:
- niefarmakologiczne: masaż, praca z oddechem, kąpiel/prysznic, przezskórna stymulacja elektryczna (TENS);
- farmakologiczne: gaz wziewny, petydyna, znieczulenie zewnątrzoponowe, paracetamol, buscowizyna, nalpain
Wszystkie metody łagodzenia bólu są omawiane z rodzącą. Znieczulenie dolędźwiowe jest dostępne. Pacjentka może poruszać się ze znieczuleniem.
Parcie:
Najczęściej stosowane pozycje w czasie II okresu porodu to parcie w kucki z pomocą osoby towarzyszącej oraz w pozycji siedzącej.
Rodząca jest zawsze informowana o stosowanych podczas porodu środkach, badaniach i zabiegach.
Poród z osobą towarzyszącą
Osoba towarzysząca może przebywać z kobietą przez cały czas trwania porodu. Rodzącej nie może towarzyszyć więcej niż jedna osoba bliska, ale kobiecie i jej partnerowi może towarzyszyć doula.
Osoba towarzysząca może zostać przez 2 godziny po porodzie, w oddziale położniczym (w godzinach odwiedzin).
W trakcie planowego cesarskiego cięcia osoba towarzysząca może być obecna po uiszczeniu opłaty.
Kontakt z dzieckiem
Po porodzie zdrowy noworodek kładziony jest matce na piersi i pozostaje z nią w nieprzerwanym kontakcie powyżej 30 minut do 2 godzin. Pierwsze karmienie piersią zdrowego noworodka po porodzie drogami natury odbywa się po określonym czasie od narodzin, podczas kontaktu skóra do skóry. W trakcie szycia krocza dziecko w zależności od sytuacji jest lub nie jest zabierane od matki. Osoba towarzysząca może przeciąć pępowinę, jeśli wyrazi takie życzenie.
Ocena w skali Apgar po porodzie fizjologicznym jest dokonywana na brzuchu matki przez położną.
Ważenie i mierzenie zdrowego noworodka odbywa się w kąciku noworodka w pobliżu matki po 31 minutach do 2 godzin po narodzinach.
Po zbadaniu przez lekarza, zdrowy noworodek urodzony drogą cesarskiego cięcia zostaje przewieziony na oddział noworodkowy, wraca na pierś mamy (30-120 min), może być “kangurowany” przez osobę towarzyszącą, jest przekazany osobie towarzyszącej w wózeczku szpitalnym. Pierwsze karmienie piersią zdrowego noworodka po cięciu cesarskim odbywa się w ciągu 2 godzin od urodzenia.
Pierwsza kąpiel noworodka wykonywana jest zawsze w pierwszej dobie życia.
Po porodzie
Oddział położniczy dysponuje salami jednoosobowymi, dwuosobowymi, trzyosobowymi i więcej niż trzyosobowymi, wszystkie z łazienkami. Szpital nie podał liczby sal.
Matki przebywają ze zdrowymi dziećmi przez całą dobę, matki po cięciu cesarskim mają możliwość oddania dziecka na parę godzin pod opiekę personelu. Jeśli noworodek z powodów zdrowotnych znajduje się osobno od matki matka może być z nim bez ograniczeń, gdy tylko chce.
Pobyt na oddziale położniczym trwa średnio 2 dni po porodzie drogami natury, 4 dni po porodzie zabiegowym i po cięciu cesarskim.
Wszystkie zabiegi pielęgnacyjne są wykonywane w obecności opiekuna. Każda matka jest uczona, jak pielęgnować noworodka. Rodzic najczęściej jest informowany o stanie zdrowia dziecka w czasie obchodu. Matka zawsze jest obecna w trakcie badania lekarskiego i szczepień dziecka.
Kobieta otrzymuje poradę laktacyjną na życzenie, porad udzielają położne i doradcy laktacyjni.
Noworodki są dokarmiane mlekiem modyfikowanym na prośba opiekuna, ze względu na zauważalne trudności w karmieniu (noworodek płacze, jest niespokojny) oraz ze wskazań medycznych.
Kobieta ma możliwość konsultacji z psychologiem.
Odwiedziny odbywają się w godz.pon-pią 15-19, sob-niedz 13-19 w sali, w której matka leży.
Opłaty
Opłaty za poród z osobą towarzyszącą w wysokości 50 zł, 30 zł w przypadku planowanego CC.
| Liczba porodów | 7096 | Cesarskie cięcia | 43.00% | |||
| Nacięcia krocza | 54.00% | Znieczulenie dolarganem | - | |||
| Znieczulenie zwenątrzoponowe | Tak | Znieczulenie gazem wziewnym | Tak |
Komentarze
Wylądowałam tam ze względu na nieprawidłowości w ktg w 38t ciąży (deceleracje tętna płodu) z sugestią lekarza prowadzącego, że potrzebne jest cc. Mój pobyt rozpoczęłam wieczorem na oddziale GP I od ktg - wyniki i szybki spacer na porodówkę. Tam stwierdzono, że to nie akcja porodowa i odesłano. Rano ktg i biegiem zawieziono mnie na porodówkę (nie pozwolono mi wstać z łóżka). Tam nikt nie chciał mnie nawet zbadać tylko odesłano mnie z adnotacją na wynikach, że biorą pełną odpowiedzialność. Trzeci raz wylądowałam na porodówce w nocy i położne z GP odmówiły zabrania mnie z powrotem. Leżałam na korytarzu 10h i nasłuchałam się od tutejszych "położnych" cynicznych uwag o rodzących. Ja sama przy bólach krzyżowych poprosiłam o możliwość chodzenia lub chociaż stania (mniej mnie wtedy bolało) i usłyszałam "Pani komfort nie jest dla nas najważniejszy". Cały czas na ktg tętno dziecka spadało poniżej 100. W końcu otrzymałam pokój i stażystkę do pomocy. Te 1,5h, kiedy ta młoda dziewczyna się mną opiekowała, to jedyne miłe wspomnienie z tego oddziału. Zainteresowała się czy nie chcę pić i jeść, ściągała lekarzy by sprawdzili co z córką i dzięki niej otrzymałam leki przeciwbólowe. Kolejne 8h i jedna wizyta lekarska w tym czasie (swoją drogą kto ich tam uczył badania kobiety? Niedelikatni to mało powiedziane). Dopiero po przyjeździe męża nagle okazało się, że cc jest konieczne i w ciągu półgodziny wylądowałam na stole. Na sali zupełnie inna atmosfera - lekarze i pielęgniarki troskliwi i uważnie słuchający. Opieka na pooperacyjnej bez zarzutu – spokój i pomoc przy dziecku po wyjściu męża. Powrót na oddział GP I też wspominam dobrze: przemiłe położne chętne do pomocy, rehabilitantka i opieka laktacyjna też wspaniała (szczególnie, gdy wystąpił u mnie nawał pokarmu połączony z wysoką gorączką). Pediatra mojej córki również pomocna i szczegółowo wszystko sprawdzająca (mała miała szmery w sercu i wypuszczono ją dopiero po Echu). Jedyny minus to wyżywienie.
W Szpitalu na Polnej urodziłam moje bliźniaczki; niestety był to poród przedwczesny (2,5 miesiaca przed terminem). To co działa się podczas mojego porodu (miałam cc) uratowało życie i zdrowie moim dzieciom; wszystko przebiegało bardzo szybko i sprawnie; podejście lekarzy, położnych i pielęgniarek było po prostu WZOROWE. Niestety opieka poporodowa pozostawia wiele do życzenia; jeżeli nie ma się dzieci przy sobie (z racji tak wczesnego porodu przebywają na OIOMie), to w zasadzie trudno doprosić się o jakąś pomoc. Owszem jest psycholog, z którym można porozmawiać, jest też możliwość poproszenia o zawiezienie do dzieci, ale wszystko to jest robione z wielką łaską. Ale to są drobiazgi. Najważniejsze jest podejście do dzieci. Opieka neonatologiczne jest w tym szpitalu na światowym poziomie. Opuszczając Szpital bez dzieci było mi bardzo ciężko. Jednak wiedziałam, że mają one tam najlepszą z możliwych opiekę. Dlatego całym sercem polecam ten Szpital, zwłaszcza tym kobietom, które mają problemy z utrzymaniem ciąży.
Jestem szczerze zaszokowana tyloma negatywnymi opiniami o tym szpitalu. Ja rodziłam tam rok temu i wspominam bardzo dobrze. Do szpitala trafiłam o 8 rano z prawie pełnym rozwarciem, przebito pęcherz i poleciały zielone wody. o godz 10 urodziłam syna drogą cesarskiego cięcia. Nie mam się do czego przyczepic, w trakcie cc bardzo miła atmosfera, anestezjolog pytający co jakiś czas jak się czuję, gratulacje po wyjęciu synka. Na sali pooperacyjnej dostałam go do piersi, również personel miły, pielęgniarka sama pytała mnie czy podac jeszcze środek przeciwbólowy. Po 5 h przewieziono mnie na położnictwo. Na 3 h zabrano małego (pod wieczór) bym mogła się przespac. Położna pomagała mi wstac i iśc do łazienki. Z karmieniem były małe problemy, dzwoniłam w nocy po położne i pomagały mi przystawiac małego były miłe i pomocne. Wiadomo wredniejsze położne też się zdarzyły, ale to wyjątki. ogólnie spotkałam się z bardzo miłym traktowaniem. Syn po urodzeniu miał szmery w serduszku, został na drugi dzień przebadany kardiologicznie. co dzień rano zmieniano pościele, donoszono podkłady, koszule świeże jak ktoś chciał. Sale dwuosobowe z łazienką. Nie mam prawa narzekac. Minusy - doradca laktacyjny, jest to Pani która wpada na dwie minuty i pyta czy wszystko w porządku, jak nie to każe zapisac sie do poradni i tyle :/ kolejne dziecko z racji pozytywnych doświadczeń miałam zamiar urodzic również na Polnej, choc niektóre negatywne opinie mnie przerażają, a przede wsystkim ich ilośc. Czy to możliwe że miałam tak wyjątkowe szczęscie trafic na dobry dzień personelu ? W każdym razie byłam zadowolona.
Krótko - JAK NIE MUSISZ, NIE IDŹ. MASÓWKA. Miałam skierowanie na cc ze wskazań ortopedycznych. Wskazanie było kilkakrotnie podważane, byłam namawiana do porodu sn, jednak nie daliśmy się z mężem sterroryzować. Co chwila przychodzą studenci i lekarz bada (wiem że to szpital kliniczny ale nikt nigdy nie zapytał o zgodę+badania były naprawdę częste pomimo że ktg wskazywało że nic się nie dzieje). Ręka pchana "na chama" jak przy badaniu zwierzęcia, o odrobinie choćby żelu do usg zapomnij. Samo cc wspominam dobrze, ekipa była wspaniała, anestezjolog wspierał mnie na duchu (!). Opieka na sali pooperacyjnej fantastyczna, ale im dalej stamtąd, tym gorzej. Na Ginekologicznym I - oprócz dosłownie 2-3 pomocnymi pielęgniarkami i studentkami położnictwa, wredne, przeczące sobie nawzajem baby. Pomoc w karmieniu wątpliwa, obrażanie, upokarzanie, uwagi. Mało kompetentna lekarka popularną wadę serduszka syna podniosła do rangi megawady, straszenie. Lekarz na kolejnej zmianie wyjaśnił, co i dlaczego. Wbrew wskazaniom i mojej wiedzy dopajali mlekiem. Doradca laktacyjny mimo wezwań nie przyszedł, na samo wyjście w pośpiechu załapałam się na kilka rad. Dostępność tylko w teorii. Do zapłaty za poród rodzinny byliśmy zmuszeni. Plusy: mają sprzęt i personel gdy dzieje się źle z mamą i/lub dzieckiem. Minusy:rzeźnia, chamstwo, obrażanie. Kobieta czuje się odczłowieczona. Chciałabym drugie ale niech ktoś je za mnie urodzi...
Kiedy zostałam przewieziona ze Śremu na Polną zamiast umieścić mnie na oddziale, położono mnie na sali przyporodowej, bo jak twierdzono nie ma miejsca (dziwnym trafem pacjentki tamtejszych lekarzy znajdowały miejsce od razu). W końcu przeniesiono mnie na oddział, bo mój partner zrobił raban na cały szpital. Płakałam, że wypiszę się na własne żądanie jeżeli jeszcze dzień będę musiała tu leżeć i słuchać jak kobiety krzyczą przy porodzie. Mój poród rozegrał się tak szybko - do tego 10 tygodni przed czasem - że nie zdążono mi zrobić zaplanowanej wcześniej cesarki. Wypalona zawodowa położna zatykała mi usta krzycząc: - 18 lat?! 18 lat?! Moja córka ma tyle! Wszystkie się tam dzisiaj drą a ja jeszcze śniadania nie jadłam. Poważnie żałuję, że nie zapamiętałam jej nazwiska. Zmieniła swoje zachowanie, kiedy na porodówkę wpadł starszy ode mnie, bardzo poważny partner. Zachowanie przemienione o 180 stopni. Po porodzie miałam nasilajace się bóle podbrzusza. Ktoś wydzierał się do mnie, że tak ma boleć i mam przestać wymyślać, bo oni mają teraz ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się rozhisteryzowaną pierworódką. Z bólu zaczęłam się zwijać, wołałam, że nie dam rady. Że proszę o leki. Jedna z lekarek parskając zrobiła mi szybko USG. I pamiętam jedno - strach w jej oczach. Szybka reakcja - bardzo szybka personelu medycznego. Szybkie łyżeczkowanie na narkozie. Co działo się potem? Położna laktacyjna stwierdziła, że w tym tygodniu co ja urodziłam nie ma mleka i mam się szykować na butelkę, a pod nosem mruknęła: - O ile w ogóle. Plusy? Są. Pielęgniarki z PG II, które zawsze traktowały mnie jak człowieka, nie jak gówniarę. Sprzęt do ratowania wcześniaków (choć personel w okresie letnim dawał wiele do życzenie na patologii noworodka). Jeżeli ktoś ma wybór i nie musi tam rodzić, to odradzam! Typowa masówka z którą personel na porodówce sobie nie radzi. Dodam,że oczywiście zostałam nacięta ... ;) Na szczęście ktoś pięknie mnie zeszył.
Moją przygodę z tym szpitalem nie wspominam zbyt dobrze. Fakt ma duży plus jakim są urządzenia ratujące dzieciom życie ..ale to jedyny plus jaki ja zauważam. Ogólnie mówiąc warunki średnie, sale miałam 5 osobową i na niej były kobiety z dziećmi i te jeszcze przed porodem. Jeśli chodzi o sam poród, chyba sama bym sobie lepiej poradziła. Mąż nie mógł się doprosić nikogo ani lekarza ani położnej przez 20 minut! jak już łaskawie jakaś położna weszła to stwierdziła, że główka jest już prawie na zewnątrz!!! Nagle wielka panika personelu bo mały zaraz wyjdzie (dodam tylko, że nie parłam, strasznie się powstrzymywałam). Mały wyskoczył przy pierwszym parciu. Na szczęście mam bardzo wysoki prób bólu. Teraz jestem w drugiej ciąży i wiem, że rodzić będę w Raszei.
Po przyjeździe na Izbę oproszono nas o opłatę za poród rodzinny. Nie zapłaciliśmy - już wcześniej zdecydowaliśmy, że nie damy 150zl. Wjechaliśmy na porodówkę, mnie wzięto do sali a mąż miał czekać pod salą, ale po 10-15 min, kiedy o nim zapomnieli wszedł sam. Od razu położono mnie na łóżko i podłączono KTG. Ogólnie bardzo słabe warunki do porodu aktywnego. Mój plan porodu chyba nie został przeczytany bo każdy kto wchodził na salę miał zamiar dawać mi znieczulenie, którego nie chciałam. Za to na pewno plan porodu nie został dołączony do dokumentacji medycznej. Personel pojawiał się u mnie prawie wyłącznie na wezwanie męża (przynajmniej mieliśmy intymne warunki). II faza porodu na fotelu z maksymalnie pionowym podparciem, nie zgodzono się na przejście na krzesełko porodowe, bo rzekomo nie współpracowałam. Później poprowadzono parcie kierowane. Byłam już tak mało asertywna, że dałam się poprowadzić. Plan zakładał ochronę krocza, ale nacięto mnie, informując o tym wcześniej. Rodziłam 5h 30 min. Po narodzinach dziecka położono mi je na brzuchu. Chwilę później wzięto dziecko do ważenia. Na czas szycia krocza chciano wyprosić męża z sali, on się nie zgodził, został ze mną i kangurował małą. Szycie wspominam najgorzej - było bolesne, mimo, że dostałam znieczulenie miejscowe. Na sali porodowej nikt nie pomógł mi przystawić dziecka do piersi. Dopiero po przewiezieniu na oddział położniczy studentka pomogła mi przystawić dziecko, ale kilka minut później przyszedł obchód i odstawiłam. Ze wspieraniem karmienia piersią bardzo słabo, położne przystawiają na siłę, mało tłumaczą. Ja w szpitalu zamówiłam do siebie prywatnie doradcę laktacyjnego. W większości respektowano moją wegetariańską dietę. Personel był miły i w większości pomocny. Ogólnie biorąc poród i pobyt w szpitalu wspominam dobrze, najgorsza była dla mnie bolesna rana krocza i ciągnące szwy. Podsumowując: polecam pomoc dobrze zorientowanej i asertywnej osoby towarzyszącej oraz żądanie wsparcia karmienia piersią.
Nie polecam. Rodziłam 12 godzin, z opłaconą położną, której przez większość czasu nie było przy mnie. Dwa razy powtórka USG bo się wyniki nie zapisały. Tabuny lekarzy, studentów i praktykantów przechodzących przez sale porodową, a później na oddziale położniczym. Podpisuje się regulamin, w którym jest informacja, ze personel służy pomocą. Niestety tylko na piśmie, później z reguły nie ma czasu, nikt nie dostawił mi dziecka do piersi, a synek nie bardzo chciał ssać. Pielęgniarki na oddziale twierdziły, ze nie są od tego. Lekarka, mówiąca z pogardą, że widocznie nie chcę karmić i mam złe nastawienie i nie pozwoliła na dokarmianie. Drugiego dnia usłyszałam, że dziecko ma pęknięty obojczyk, gdy zaczęłam drążyć temat usłyszałam, ze jednak nie jest pęknięty. marzyłam tylko o wyjściu do domu, gdzie wraz z położną środowiskową bez problemu rozwiązałyśmy sprawę karmienia. Po dwóch dniach wróciłam tam na sygnale, po tym jak dostałam nagłego krwotoku, bo zostawili ponad 2 centymetrowy kawałek łożyska. Wówczas przy drugim pobycie bardzo miła obsługa, opieka psychologa i odwiedziny ordynatora, bylebym tylko nie wniosła skargi. Obym nigdy tam nie musiała wracać.
Ten szpital to rzeźnia W moim przypadku trzydniowa indukcja zakończona cesarskim cięciem. Pierwszy dzień cewnik, ogromne krwawienie, nikt nawet nie raczył mnie zbadać. Lekarz zainteresował się po kilku godzinach od zgłoszenia problemu. Drugi dzień - 8 godzin pod oksytocyną, przez cały dzień widziałam tylko studentki, nikt nie mówił mi co jest ze mną robione i ile będzie to trwało. TRZECI DZIEŃ - zostałam obudzona o piątej rano i wysłana na salę porodową w celu podłączenia pod oksytocynę - niewyspana, bo tej nocy studentki do trzeciej w nocy badały nową współlokatorkę na sali, która została przeniesiona o godzinie pierwszej. Po przejściu na salę porodową nie pozwolono mi zjeść śniadania. O godzinie 11 siadłam psychicznie, płakałam i nie zgadzałam się na kolejne działania - byłam wypruta psychicznie i fizycznie. Godzinę później podjęto decyzję o odłączeniu mnie od oksytocyny i pozwolono mi coś zjeść i się zdrzemnąć. O pierwszej znowu mnie podłączono, lekarz podczas badania przebił bez mojej zgody pęcherz płodowy. Okazało się, że wody są zielone. Lekarz okłamywał nas, że będę tutaj do jutra rano bez tych wód "bo kobiety bez wód wytrzymują i dwa tygodnie i nic się nie dzieje". Od rana domagałam się cesarskiego cięcia, ale nie było wskazań - brak rozwarcia, skurczy i dziecko powyżej 4 kilogramów to nie jest wskazanie do cc. Po przebiciu pęcherza godzinę leżałam w wodach, bo nikt nie przyszedł mi zmienić podkładu, było mi zimno. Temperatura mojego ciała spadła do 35 stopni. Około 23 podniosła się do 38, wtedy położna poszła błagać lekarza o cc. Powiedział, że mają mi dać antybiotyk, dolargan i zmienić strzykawkę z oksy na świeżą. Jeśli do pierwszej się nic nie zmini to będą mnie ciąć. Ostatecznie cesarskiego cięcia dokonali o 2. Do końca byłam pod oksytocyną, ból był straszny, bo mała napierała główką na moje 4cm ozwarcie. Dodam jeszcze, że tenże lekarz nie przedstawił się, a nikt z personelu nie raczył mi udzielić odpowiedzi jak się nazywa, nie miał plakietki. .
Szpital chwali się że każda pacjentka która poprosi o zzo to dostanie. Niestety prosiłam ale bez skutku. Opieka w czasie porodu rewelacyjna. Po porodzie również. Wszystko dla maluszka jest na oddziale. Polecam ten szpital, ale na zzo to nie ma co liczyć!!!